Wisła Kraków. Radosław Cierzniak: Stałe fragmenty trochę martwią
01.08.2015, godzina 20:30
Kartki:
Rafał Boguski (69.)
Skład:Cierzniak, Jović, Głowacki, Guzmics, Burliga, Mączyński, Uryga (Tomasz Cywka 89.), Boguski, Crivellaro (Denis Popović 77.), Guerrier, Brożek (Maciej Jankowski 77.)RezerwowiZając, Kujawa, Żemło, Cywka, Jankowski, Popović, Kuczak
Skład:Burić, Douglas, Kamiński, Kadar, Ceesay, Trałka, Linetty (Marcin Robak 65.), Lovrencsics (Dariusz Formella 72.), Hamalainen, Pawłowski, Thomalla (Darko Jevtić 46.)RezerwowiGostomski, Kędziora, Dudka, Robak, Jevtić, Formella, Tetteh
Wisła Kraków pewnie nie wygrałaby z Lechem Poznań, gdyby nie Radosław Cierzniak. Bramkarz zespołu z Reymonta w kilku sytuacjach ratował zespół. - Wszystkie te piłki były w moim zasięgu - zaznacza.
Cierzniak popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. W pierwszej połowie efektownie obronił m.in. strzał Marcina Kamińskiego z kilku metrów, w drugiej odbił groźne uderzenie Kaspera Hamalainena. - Trzeba zwrócić uwagę na to, że wszystkie te piłki były w moim zasięgu. Czasami bramkarz może być w nie wiadomo jakiej dyspozycji, a jak piłka będzie troszkę dalej, to ciężko ją obronić - podkreśla bramkarz.
32-letni zawodnik został sprowadzony do klubu awaryjnie, po kontuzjach Michała Miśkiewicza i Michała Buchalika. Meczami takimi jak z Lechem może wywalczyć sobie miejsce w bramce Wisły na dłużej. - Nie myślę o rywalizacji z kolegami. Szanuję obu, grali na bardzo dobrym poziomie. Będę starał się ich godnie zastąpić. Ale dla mnie najważniejsze jest, żeby pomóc zespołowi. Liczą się wygrane Wisły, a czy między słupkami będę stał ja, czy ktoś inny, to dla kibiców nie ma większego znaczenia - mówi.
W trzecim meczu ligowym Cierzniak po raz pierwszy zachował czyste konto. Dostrzega jednak, że nie wszystko w grze obronnej zespołu funkcjonowało jak należy. - Zwycięzców się nie sądzi, ale stałe fragmenty trochę martwią. Wiemy, jaką nogę ma Barry Douglas i staraliśmy się, żeby było ich jak najmniej. To nie moja rola, ale myślę, że było ich jednak trochę za dużo i musimy nad tym popracować - przyznaje.
Piotr Stokowiec:Bardzo słabo
weszliśmy
w mecz, ale pokazaliśmy
charakter
Pokazaliśmy charakter po sennym początku, gdzie bardzo słabo weszliśmy w mecz i straciliśmy gola. Zasłużyliśmy na zwycięstwo, prowadziliśmy grę - mówił Piotr Stokowiec po wygranej Miedziowych w Białymstoku.
Piotr Stokowiec, trener Zagłębia Lubin:
Nie ukrywam zadowolenia z wyniku, przebiegu spotkania oraz gry swojego zespołu. Pokazaliśmy charakter po sennym początku, gdzie bardzo słabo weszliśmy w mecz i straciliśmy gola. Podnieśliśmy głowę, a nasza determinacja została nagrodzona. Nie chciałbym, żeby przestrzelony karny zaburzył postrzeganie na ten mecz. Zasłużyliśmy na zwycięstwo, prowadziliśmy grę, dążyliśmy do zwycięstwa. Owszem, mieliśmy trochę szczęścia, ale w ostatnich dwóch meczach nam go brakowało, bo nie graliśmy w tych spotkaniach źle. To dla nas ważne zwycięstwo na przełamanie, na podbudowanie morale młodej drużyny. Trzeba pamiętać, że do naszego zespołu co chwila wchodzi kolejny młody zawodnik. Dzisiaj świetnie poradził sobie Jach na pozycji stopera, za co trzeba go pochwalić. Realizujemy swoją strategię, wprowadzając młodych. Nie jest łatwo proporcje zachować, ale taką drogą (12-15 wychowanków) chcemy dążyć, zachować przy tym wynik oraz sprawić, żeby zawodnicy dalej się rozwijali.
Probierz: Popełniliśmy za dużo błędów
- Popełniliśmy dziś za dużo błędów. Nie potrafiliśmy wyprowadzić szybkiego ataku, szwankowało te ostatnie podanie. Później Maciek nie strzelił karnego. Miał dziś dobre momenty, strzelił gola, ale później nie trafił karnego. Takie jest życie, niczego już nie zmienimy. Teraz musimy się pozbierać i jako zespół mocniej popracować. Musimy być stabilniejsi w organizacji gry. Musimy wrócić do zdecydowanie większego zaangażowania w odbiorze piłki. Muszą się zmienić pewne proporcje – tłumaczył przyczyny porażki swojego zespołu szkoleniowiec Jagi.
- Powiedziałem to wcześniej i się z tego nie wycofam. Wszyscy mają pretensje do Klubu o to, że sprzedaje swoich zawodników. Prawda jest jednak taka, że jesteśmy biednym klubem i musimy sprzedawać tych, za których dostajemy dobre oferty. Budowanie zespołu jest jak zabawa klockami lego. Dziś są, jutro ich nie ma, bo gdzieś się gubią. Apeluje o spokój. Rok temu były puchary i wszyscy myśleli, że jesteśmy mocarstwem. Trzeba czasami cierpieć. My też cierpimy. Trenerzy najczęściej, bo jesteśmy zwalniani. Już wcześniej mówiłem, że puchary to pocałunek śmierci i za chwilę będą mówić, że Probierz się nie nadaje – odniósł się do kwestii sprzedaży Dzalamidze i Tuszyńskiego trener Żółto-Czerwonych.
- Postawiliśmy na zawodników najlepszych jakich mieliśmy w tym momencie. Takimi dziś dysponujemy. Nie mieliśmy okresu przygotowawczego. Pozmieniały się proporcje jeżeli chodzi o nasz zespół. Nie mamy teraz zbyt dużego wyboru jeżeli chodzi o prawą pomoc. Natomiast ja jestem daleki od skreślania kogoś po jednym meczu. Po meczu w Nikozji wszyscy chcieli utopić Dzalamidze, później zagrał dobry mecz. To naturalna kolej rzeczy, że trenerzy nie zawsze trafią z decyzją – odniósł się do występu Przemka Frankowskiego Michał Probierz.
- Nie chcieliśmy ryzykować. Łukasz mówił, że coś go bolało. Chcieliśmy też zmienić coś w naszej grze. W końcówce zepchnęliśmy jeszcze Zagłębie do obrony, ale nie udało nam się urwać choćby punktu – tłumaczył przyczyny zmiany Łukasza Sekulskiego opiekun Jagiellonii.
WYNIKI
TERMINARZ
Nenhum comentário:
Postar um comentário