Polska, Niemcy... którą kadrę wybrać?
dyrektorem sportowym PZPN, Andrzej Buncol trenuje młodzież w Bayerze Leverkusen. Obu panów przepytaliśmy w Kolonii podczas spotkania z młodymi piłkarzami polskiego pochodzenia. Czy nasz futbol faktycznie się rozwinął?
Młodzi piłkarze marzą przede wszystkim o wielkiej karierze. W jaki sposób możemy konkurować na przykład z reprezentacją Niemiec, jeżeli chodzi o zwerbowanie na swoją stronę zawodnika o polskich korzeniach, mieszkającego od dziecka u zachodnich sąsiadów?
Stefan Majewski: Po raz pierwszy odkąd spotykamy się w konsulacie w Kolonii, czyli od siedmiu lat, doszło do sytuacji, w której Polska pokonała Niemców w piłce seniorskiej i juniorskiej. Drużyna Adama Nawałki wygrała 2:0, natomiast zespół Marcina Dorny zwyciężył 2:1.
Andrzej Buncol: Sukcesy pomagają. Działają młodym zawodnikom na wyobraźnię. W przyszłości takie wyniki będą zdarzały się częściej. Młodzi też w to wierzą.
Mamy do czynienia z przełomem, czy zrywem?
Majewski: Zgodzę się z Andrzejem. Powoli, ale robimy postępy. Zwłaszcza w piłce młodzieżowej. Kiedyś reprezentacja Niemiec stanowiła ogromną siłę. Dziś się do nich zbliżamy. Nie ma już aż takiej przepaści. Dla młodych chłopaków to sygnał, że nasza kadra jest coraz mocniejsza i warto dla niej grać.
To jednak tylko dwa mecze.
Majewski: To podsumowanie pracy wszystkich drużyn młodzieżowych. Zobaczmy ilu zawodników grających obecnie w zespole Adama Nawałki występowało wcześniej w młodzieżówkach. Chłopaki przeszli etapy krok po kroku: z juniorów do seniorów. Wcześniej, na przykład za moich czasów, tak nie było. Do kadry byli powoływaniu różni gracze, czasami stykali się z nią dosyć późno. Obecnie selekcja jest na dużo wyższym poziomie. Wyznaczona jest pewna ścieżka, zachowana jest konsekwencja.
Buncol: To na pewno nie przełom. Pamiętajmy, że ogrywając Niemców w eliminacjach Euro 2016 byliśmy w lepszej sytuacji kadrowej od rywala. Wtedy u Niemców brakowało kilku kontuzjowanych piłkarzy. Niektórzy gracze zakończyli również kariery reprezentacyjne. Nie ma co się podniecać, ale idziemy właściwą drogą. Mi też było miło przyjść na drugi dzień do pracy i żartować z kolegów: "zobaczcie jak się gra w piłkę".
Co zatem zmieniło się w naszej piłce, skąd progres?
Majewski: Poprawiła się infrastruktura. Mamy coraz więcej boisk. Orlików w naszym kraju jest ponad 2,5 tysiąca. Młodzi ludzie mają gdzie grać, a to dużo. PZPN zmienił sposób szkolenia. Jesteśmy jedną z nielicznych federacji, która szkoli trenerów ukierunkowanych specjalnie na pracę z dziećmi i młodzieżą. To nowy kurs organizowany przez UEFA. W czerwcu ukończy go 24. trenerów. Wkrótce rozpoczną go nowi szkoleniowcy. Mamy wykształconą kadrę, a fachowców będzie coraz więcej
Buncol: Rzadko jestem w Polsce, ale dostrzegam zmiany gdzie indziej. Trenuję w Bayerze Leverkusen drużynę do lat 17. Mam w zespole dwóch Polaków, Jakuba Bednarczyka i Riccardo Gryma. To bardzo utalentowani chłopcy. Jeżdżą na zgrupowania młodzieżówek. I są zachwyceni tym, co w Polsce zastają. Formą treningu i warunkami.
Infrastruktura to jedno. Co jeszcze zmieniło się na plus?
Majewski: Mentalność. Kiedyś z zapartym tchem słuchaliśmy od piłkarzy grających na zachodzie, co tam się dzieje, jak wyglądają treningi w innym kraju. Oczywiście, kluby z zachodu są bezkonkurencyjne dla naszych, na przykład jeżeli chodzi o zarobki. Chciałbym jednak żeby nie to było kluczowe. Żeby nasi wyjeżdżali, ale grali, a nie siedzieli na ławce.
Młodzi zawodnicy często kalkulują, co im się bardziej opłaca. Która kadra zapewni im większy prestiż...
Buncol: To indywidualna sprawa każdego gracza. W moim zespole jest też wielu Turków. I oni są zainteresowani występami dla swojej ojczyzny. W Leverkusen nie spotkałem się z sytuacją, że któryś z chłopaków dostał powołanie od kraju, z którego ma korzenie, i odmówił.
A czy federacje nie "sugerują", która kadra będzie dla młodych lepszym wyborem?
Buncol: Nie wiem. Przynajmniej w Bayerze się z takim czymś nie spotkałem. Leverkusen się na pewno nie miesza. Jeżeli zawodnik powie: "sercem jestem Polakiem", to nikt mu gry nie będzie blokował.
Stefan Majewski: Po raz pierwszy odkąd spotykamy się w konsulacie w Kolonii, czyli od siedmiu lat, doszło do sytuacji, w której Polska pokonała Niemców w piłce seniorskiej i juniorskiej. Drużyna Adama Nawałki wygrała 2:0, natomiast zespół Marcina Dorny zwyciężył 2:1.
Andrzej Buncol: Sukcesy pomagają. Działają młodym zawodnikom na wyobraźnię. W przyszłości takie wyniki będą zdarzały się częściej. Młodzi też w to wierzą.
Majewski: Zgodzę się z Andrzejem. Powoli, ale robimy postępy. Zwłaszcza w piłce młodzieżowej. Kiedyś reprezentacja Niemiec stanowiła ogromną siłę. Dziś się do nich zbliżamy. Nie ma już aż takiej przepaści. Dla młodych chłopaków to sygnał, że nasza kadra jest coraz mocniejsza i warto dla niej grać.
Majewski: To podsumowanie pracy wszystkich drużyn młodzieżowych. Zobaczmy ilu zawodników grających obecnie w zespole Adama Nawałki występowało wcześniej w młodzieżówkach. Chłopaki przeszli etapy krok po kroku: z juniorów do seniorów. Wcześniej, na przykład za moich czasów, tak nie było. Do kadry byli powoływaniu różni gracze, czasami stykali się z nią dosyć późno. Obecnie selekcja jest na dużo wyższym poziomie. Wyznaczona jest pewna ścieżka, zachowana jest konsekwencja.
Buncol: To na pewno nie przełom. Pamiętajmy, że ogrywając Niemców w eliminacjach Euro 2016 byliśmy w lepszej sytuacji kadrowej od rywala. Wtedy u Niemców brakowało kilku kontuzjowanych piłkarzy. Niektórzy gracze zakończyli również kariery reprezentacyjne. Nie ma co się podniecać, ale idziemy właściwą drogą. Mi też było miło przyjść na drugi dzień do pracy i żartować z kolegów: "zobaczcie jak się gra w piłkę".
Majewski: Poprawiła się infrastruktura. Mamy coraz więcej boisk. Orlików w naszym kraju jest ponad 2,5 tysiąca. Młodzi ludzie mają gdzie grać, a to dużo. PZPN zmienił sposób szkolenia. Jesteśmy jedną z nielicznych federacji, która szkoli trenerów ukierunkowanych specjalnie na pracę z dziećmi i młodzieżą. To nowy kurs organizowany przez UEFA. W czerwcu ukończy go 24. trenerów. Wkrótce rozpoczną go nowi szkoleniowcy. Mamy wykształconą kadrę, a fachowców będzie coraz więcej
Buncol: Rzadko jestem w Polsce, ale dostrzegam zmiany gdzie indziej. Trenuję w Bayerze Leverkusen drużynę do lat 17. Mam w zespole dwóch Polaków, Jakuba Bednarczyka i Riccardo Gryma. To bardzo utalentowani chłopcy. Jeżdżą na zgrupowania młodzieżówek. I są zachwyceni tym, co w Polsce zastają. Formą treningu i warunkami.
Majewski: Mentalność. Kiedyś z zapartym tchem słuchaliśmy od piłkarzy grających na zachodzie, co tam się dzieje, jak wyglądają treningi w innym kraju. Oczywiście, kluby z zachodu są bezkonkurencyjne dla naszych, na przykład jeżeli chodzi o zarobki. Chciałbym jednak żeby nie to było kluczowe. Żeby nasi wyjeżdżali, ale grali, a nie siedzieli na ławce.
Buncol: To indywidualna sprawa każdego gracza. W moim zespole jest też wielu Turków. I oni są zainteresowani występami dla swojej ojczyzny. W Leverkusen nie spotkałem się z sytuacją, że któryś z chłopaków dostał powołanie od kraju, z którego ma korzenie, i odmówił.
Buncol: Nie wiem. Przynajmniej w Bayerze się z takim czymś nie spotkałem. Leverkusen się na pewno nie miesza. Jeżeli zawodnik powie: "sercem jestem Polakiem", to nikt mu gry nie będzie blokował.
-----------
T-MOBILE EKSTRAKLASA
Podbrożny: Lech i Legia mają jeszcze trudne mecze
Były piłkarz Lecha Poznań i Legii Warszawa Jerzy Podbrożny uważa, że w dwóch ostatnich kolejkach ekstraklasy oba zespoły czekają trudne spotkania. - Obecnie bardziej podoba mi się gra Lecha, ale nie jest łatwo wytypować mistrza kraju - powiedział PAP.
W niedzielę Lech i Legia wygrały po 1:0 swoje mecze 35. kolejki ekstraklasy. To oznacza, że "Kolejorz" (39 pkt) zachował punkt przewagi nad obrońcą tytułu. Miejsce nad podium zapewniła sobie już także trzecia obecnie Jagiellonia Białystok (35).
W najbliższą środę lider oraz wicelider zagrają na wyjeździe - Lech w Zabrzu z Górnikiem, a Legia w Gdańsku z Lechią. W ostatniej kolejce (w niedzielę) poznaniacy zmierzą się u siebie z Wisłą Kraków, natomiast podopieczni Henninga Berga podejmą na Łazienkowskiej Górnika.
- Oba czołowe zespoły mają trudny terminarz. W Zabrzu i Gdańsku nie jest łatwo o punkty. W teoretycznie lepszej sytuacji pozostaje Lech, ma punkt przewagi, ale trudno coś konkretnego przewidywać. Wystarczy jedno potknięcie i Legia może to wykorzystać. A to też nie jest przecież pewne. Kto wie, może o coś więcej pokusi się jeszcze Jagiellonia - przyznał Podbrożny.
Jego zdaniem wiele wyjaśni najbliższy mecz w Gdańsku. - Legii ciężko się gra z Lechią. Np. w sezonie zasadniczym przegrała w kwietniu w Gdańsku 0:1 - przypomniał były reprezentant Polski.
Podbrożny występował w Lechu w latach 1991-93, a w Legii 1994-1996. W barwach poznańskiej drużyny dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski i dwukrotnie tytuł króla strzelców, a z zespołem z Łazienkowskiej - dwukrotnie mistrzostwo i dwa razy Puchar Polski. W sumie w polskiej ekstraklasie strzelił 122 gole.
Jak przyznał, jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewał się, że dwie kolejki przed zakończeniem sezonu liderem będzie Lech, a nie Legia.
- Myślę, że bardzo niewiele osób typowało taki scenariusz. Legia zaczęła jednak tracić punkty. Na dodatek Lech był górą w najważniejszym spotkaniu, czyli niedawno na Łazienkowskiej (2:1 w 31. kolejce - PAP). Gdyby wówczas wygrała Legia, zapewne zdobyłaby mistrzostwo. A tak wciąż nie wiemy, co się wydarzy - podkreślił.
Były napastnik tych klubów nie ukrywa, że obecnie bardziej podoba mu się gra "Kolejorza".
- Lech wygląda lepiej piłkarsko niż Legia, prezentuje ładniejszy futbol dla oka - dodał.
Z czego, jego zdaniem, wynika słabsza niż jesienią postawa legionistów? Czy jednym z powodów jest zmęczenie sezonem i grą przez długi czas w Lidze Europejskiej?
- To nie ma znaczenia, to nie jest żadne usprawiedliwienie w obecnym futbolu. Trudno mówić o przyczynach. Widać w Legii słabszą dyspozycję niektórych zawodników. Na przykład wszyscy zachwycają się Ondrejem Dudą, a kiedy ostatnio on zagrał jakiś świetny mecz? Mówi się o 7-8 mln euro za jego transfer, ale kto tyle teraz zapłaci... - zakończył Jerzy Podbrożny.
W najbliższą środę lider oraz wicelider zagrają na wyjeździe - Lech w Zabrzu z Górnikiem, a Legia w Gdańsku z Lechią. W ostatniej kolejce (w niedzielę) poznaniacy zmierzą się u siebie z Wisłą Kraków, natomiast podopieczni Henninga Berga podejmą na Łazienkowskiej Górnika.
- Oba czołowe zespoły mają trudny terminarz. W Zabrzu i Gdańsku nie jest łatwo o punkty. W teoretycznie lepszej sytuacji pozostaje Lech, ma punkt przewagi, ale trudno coś konkretnego przewidywać. Wystarczy jedno potknięcie i Legia może to wykorzystać. A to też nie jest przecież pewne. Kto wie, może o coś więcej pokusi się jeszcze Jagiellonia - przyznał Podbrożny.
Jego zdaniem wiele wyjaśni najbliższy mecz w Gdańsku. - Legii ciężko się gra z Lechią. Np. w sezonie zasadniczym przegrała w kwietniu w Gdańsku 0:1 - przypomniał były reprezentant Polski.
Podbrożny występował w Lechu w latach 1991-93, a w Legii 1994-1996. W barwach poznańskiej drużyny dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski i dwukrotnie tytuł króla strzelców, a z zespołem z Łazienkowskiej - dwukrotnie mistrzostwo i dwa razy Puchar Polski. W sumie w polskiej ekstraklasie strzelił 122 gole.
Jak przyznał, jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewał się, że dwie kolejki przed zakończeniem sezonu liderem będzie Lech, a nie Legia.
- Myślę, że bardzo niewiele osób typowało taki scenariusz. Legia zaczęła jednak tracić punkty. Na dodatek Lech był górą w najważniejszym spotkaniu, czyli niedawno na Łazienkowskiej (2:1 w 31. kolejce - PAP). Gdyby wówczas wygrała Legia, zapewne zdobyłaby mistrzostwo. A tak wciąż nie wiemy, co się wydarzy - podkreślił.
Były napastnik tych klubów nie ukrywa, że obecnie bardziej podoba mu się gra "Kolejorza".
- Lech wygląda lepiej piłkarsko niż Legia, prezentuje ładniejszy futbol dla oka - dodał.
Z czego, jego zdaniem, wynika słabsza niż jesienią postawa legionistów? Czy jednym z powodów jest zmęczenie sezonem i grą przez długi czas w Lidze Europejskiej?
- To nie ma znaczenia, to nie jest żadne usprawiedliwienie w obecnym futbolu. Trudno mówić o przyczynach. Widać w Legii słabszą dyspozycję niektórych zawodników. Na przykład wszyscy zachwycają się Ondrejem Dudą, a kiedy ostatnio on zagrał jakiś świetny mecz? Mówi się o 7-8 mln euro za jego transfer, ale kto tyle teraz zapłaci... - zakończył Jerzy Podbrożny.
---------------------------------------------------------------------------------------------
T-MOBILE EKSTRAKLASA
POPRZEDNIA
Nenhum comentário:
Postar um comentário