quinta-feira, 24 de setembro de 2015

Legia ostatnim ćwierćfinalistą

Resultado de imagem para FLAG POLAND Resultado de imagem para puchar polski



W ostatnim spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski Legia Warszawa wygrała na własnym stadionie 4-1 (1-0) z Lechią Gdańsk i została ostatnim ćwierćfinalistą tych rozgrywek. Dwie bramki dla stołecznego zespołu zdobył Aleksandar Prijović, po jednym golu dołożyli Nemanja Nikolić oraz Igor Lewczuk. Gdańszczanie odpowiedzieli trafieniem Michała Maka.
Po bardzo sennym początku spotkania pierwszą, i od razu zakończoną bramką, groźną akcję stworzyli gospodarze. W 24. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Tomasz Brzyski, po którym w polu karnym niepewną interwencję zanotował Marko Marić. Piłka przy biernej postawie bloku defensywnego gdańszczan trafiła wprost na głowę niepilnowanego Aleksandra Prijovicia, który nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w siatce. W odpowiedzi sześć minut później z lewego skrzydła do środka boiska z futbolówką zbiegł Maciej Makuszewski i oddał mocny strzał, po którym z trudem na rzut rożny piłkę sparował Dušan Kuciak. Z drugiej strony boiska Prijovicia znakomitym prostopadłym podaniem obsłużył Nemanja Nikolić. Szwajcar znalazł się w sytuacji sam na sam z Marko Mariciem, lecz kopnął wprost w niego.

Trzy minuty przed końcem pierwszej połowy bardzo mocno zza szesnastki uderzył Makuszewski. Piłkę po jego strzale instynktownie odbił przed siebie golkiper i trafiła ona wprost pod nogi Bruno Nazário, który mając przed sobą pustą bramkę uderzył ponad poprzeczką. W doliczonym czasie gry błąd przy wyprowadzaniu piłki popełnił Kuciak, który podał wprost do Miloša Krasicia. Serb ograł Jakuba Rzeźniczaka i stanął oko w oko z bramkarzem, lecz w ostatniej futbolówkę spod nóg ofiarnym wślizgiem wybił mu Dominik Furman.

Pięć minut po rozpoczęciu drugiej odsłony meczu stołeczny zespół powinien już prowadzić różnicą dwóch bramek. Prijović podał prostopadle do Nikolicia. Węgier pomknął w kierunku bramki, ograł wracającego Gérsona oraz minął Maricia i oddał strzał, który zdołał obronić wracający do bramki golkiper gości. W 53. minucie dwójkową akcję przeprowadzili Ariel Borysiuk z Makuszewskim, która zakończona została mocnym strzałem tego pierwszego, jednakże nie sprawił on problemów interweniującemu Kuciakowi. Dwie minuty później Lechia była bliska wyrównania. Krasić zagrał na wolne pole za linię obrony do Bruno Nazário. Brazylijczyk znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, lecz i tym razem obronną ręką z opresji wyszedł Kuciak. W 62. minucie mocno z rzutu wolnego kopnął Brzyski, zmierzającą do bramki piłkę na poprzeczkę sparował Marić, lecz spadła ona wprost pod nogi Nikolicia. Napastnik Legii ze spokojem precyzyjnym strzałem umieścił ją w bramce.

Osiem minut później z lewej strony boiska w szesnastkę dośrodkował Brzyski, w niej głową uderzył Nikolić. Kapitalną interwencją w tej sytuacji popisał się golkiper gości, który końcami palców zdołał odbić piłkę na rzut rożny. W 75. minucie kolejnym znakomitym dośrodkowaniem z rzutu rożnego popisał się Brzyski. W polu karnym najwyżej do piłki wyskoczył Igor Lewczuk i mocnym strzałem głową nie dał najmniejszych szans bramkarzowi. Odpowiedź gdańszczan była natychmiastowa. Z prawej strony boiska spod końcowej linii znakomicie do wbiegającego w pole karne Michała Maka zagrał Grzegorz Wojtkowiak. Wprowadzony po przerwie napastnik mocnym strzałem z pierwszej piłki umieścił piłkę w bramce tuż przy lewym słupku. Pięć minut przed końcem spotkania z kontratakiem wyszli gospodarze. Piłkę w polu karnym otrzymał Michał Kucharczyk i odegrał ją do niepilnowanego Prijovicia. Szwajcar mając przed sobą tylko pustą bramkę nie miał najmniejszych problemów ze zdobyciem swojej drugiej bramki w tym meczu. W doliczonym czasie gry rozmiary porażki mógł zmniejszyć Neven Marković, lecz w dobrej okazji kopnął zaledwie w boczną siatkę.

24 września 2015, 20:30 - Warszawa (Stadion Wojska Polskiego)
Legia Warszawa 4-1 Lechia Gdańsk
Aleksandar Prijović 24, 85, Nemanja Nikolić 62, Igor Lewczuk 75 - Michał Mak 76

Legia: 12. Dušan Kuciak - 19. Bartosz Bereszyński, 25. Jakub Rzeźniczak, 4. Igor Lewczuk, 17. Tomasz Brzyski (78, 28. Łukasz Broź) - 6. Guilherme, 37. Dominik Furman (60, 47. Rafał Makowski), 23. Stojan Vranješ, 99. Aleksandar Prijović, 18. Michał Kucharczyk - 11. Nemanja Nikolić (76, 9. Marek Saganowski).

Lechia: 50. Marko Marić - 23. Grzegorz Wojtkowiak, 2. Rafał Janicki, 35. Gérson, 29. Neven Marković - 21. Sławomir Peszko (46, 9. Michał Mak), 8. Daniel Łukasik (79, 6. Sebastian Mila), 16. Ariel Borysiuk, 10. Bruno Nazário (68, 18. Adam Buksa), 11. Maciej Makuszewski - 7.Miloš Krasić.

żółte kartki: Peszko, Borysiuk, Wojtkowiak.

sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
widzów: 17 000.

Legia w kolejnej rundzie, która odbędzie się 28 października i 18 listopada, zagra z Chojniczanką Chojnice.

Puchar Polski 2015/2016


Puchar Polski: Legia Warszawa uzpełniła stawkę ćwierćfinalistów

Legia Warszawa kolejnym ćwierćfinalistą Pucharu Polski. Wicemistrzowie Polski pokonali w 1/8 finału Lechię Gdańsk 4:1. W kolejnej fazie rozgrywek ich rywalem będzie pierwszoligowa Chojniczanka Chojnice.


Lech Poznań - Ruch Chorzów (relacja na żywo)

Mecz Lech Poznań - Ruch Chorzów w 1/8 finału Pucharu Polski. Spotkanie rozpocznie się w środę 23 września o godz. 20:30.

Lech Poznań - Ruch Chorzów 1:0. Jest bramka i zwycięstwo! Jest awans do ćwierćfinału!

Jeden mecz, w którym strzelimy gola... jeden, w którym będziemy prowadzili i przełamiemy się - prosili los piłkarze Lecha Poznań. W meczu Pucharu Polski z Ruchem Chorzów strzelili tę jedną bramkę, wygrali 1:0 i są w ćwierćfinale, gdzie czeka już Zagłębie Lubin
Niemoc Lecha Poznań tej jesieni przywodziła na myśl niemiecki zespół Borussia Mönchengladbach, który po tak udanym poprzednim sezonie totalnie się zapowietrzył i teraz nie był w stanie wygrać meczu. W tę środę jednak (po odejściu trenera) się przełamał, pokazując, że musi być przecież gdzieś kres złej passy. Na podobną historię liczył Lech, na to, że musi w końcu przyjść mecz, w którym poznaniacy zwyciężą. Albo chociaż będą prowadzili. A gdy się to już stanie, koszmary znikną.

Mimo apeli grup kibicowskich i kapitana Lecha Łukasza Trałki (kontuzjowany nie grał w tym meczu) na mecz Pucharu Polski, czyli bardzo ważny, nie przyszło wielu widzów - 11 273, czyli nieco ponad 3 tysiące więcej niż ostatnio na Belenenses Lizbona w Lidze Europejskiej. To znak, że choć wszyscy już mają dosyć tego kryzysu w Lechu, nie wystarczy tylko zaapelować, by stadion się zapełnił.

Lech dołożył do tego apelu grę dość podobną do kilku poprzednich meczów na swoim stadionie. Poznaniacy ruszyli na wycofany i kurczowo broniący się Ruch i bez większego trudu stworzyli kilka stuprocentowych okazji bramkowych. Tak jak łatwo je tworzyli, tak też łatwo marnowali. W pierwszym kwadransie w jednej akcji Dawid Kownacki pod bramką i Dariusz Formella z boku pola karnego mieli czyste okazje bramkowe. I nic. Za chwilę Szymon Pawłowski uderzył na bramkę z dogodnej pozycji, też nie trafił.

Dawid Kownacki w rajdzie na bramkę Ruchu po podaniu od Szymona Pawłowskiego znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem z Chorzowa i posłał piłkę obok słupka. Największe rozczarowanie pod bramką przyniósł jednak chyba zmieniony w przerwie Kasper Hämäläinen, który w idealnej sytuacji podał raczej piłkę do bramkarza, niż strzelił.

Już po samych tych sytuacjach łatwo się zorientować, jak wielka była przewaga Lecha i jak wysoko mógłby prowadzić z chorzowianami, gdyby miał w sobie nieco skuteczności. Ruch ułatwiał mu zadanie. Nie tylko się cofał, ale i zostawiał spore luki, w które poznaniacy łatwo wbiegali. Szymon Pawłowski wielokrotnie na lewym skrzydle dostawał piłkę na linii spalonego, wyprowadzając rywali w pole (raz sędzia Marcin Borski nawet cofnął swą decyzję o spalonym). Mógł wtedy albo próbować rozerwać tę część obrony Ruchu, albo dośrodkować.

Największym zaskoczeniem meczu była jednak postawa dwóch afrykańskich graczy Lecha. Abdul Aziz Tetteh z Ghany grał na pozycji defensywnego pomocnika w miejsce Łukasza Trałki czy Dariusza Dudki i radził sobie wyśmienicie. Do przerwy był pewnym punktem, najlepszym graczem na boisku. Kebba Ceesay, znany dotąd głównie z zaciągania hamulca ręcznego i podań do tyłu, bez jakichkolwiek zdolności do kreowania gry, tym razem był bardzo aktywny. Wielokrotnie to od niego zaczynały się groźne akcje, a Gambijczyk kontrolował swój sektor boiska. Był bardzo aktywny i to on rozpoczął pod bramką Ruchu akcję, która w 51. minucie zakończyła się golem. Darko Jevtić dograł wtedy piłkę pod bramkę, a tam Rafał Grodzicki wbił ją do własnej bramki.

Stało się zatem to, na co Lech tak bardzo czekał. Na choćby jeden od dawna mecz, w którym obejmie prowadzenie i wreszcie wykorzysta sytuacje, które stwarza. Trzeba bowiem pamiętać, że to spotkanie przed przerwą układało się w scenariusz, który w Poznaniu kibice dobrze znają - gdy Lech przeważa, marnuje okazje, po czym to przeciwnik wbija gola i kończy się np. wynikiem 0:1. W końcówce pierwszej połowy chorzowianie nawet przeprowadzili zgodną z tym scenariuszem groźną akcję, po której Marcin Kamiński ratował Lecha wybiciem piłki dogrywanej przez Patryka Lipskiego na czystą pozycję do Mariusza Stępińskiego.

Wejście Darko Jevticia i jego akcja, samobójczy gol Rafała Grodzickiego zmieniał jednak wiele. Teraz Lech mógł się uspokoić, bo nie bił już głową w mur jak w wielu poprzednich meczach. Trener Maciej Skorża mógł nawet zacząć dokonywać pewnych oszczędności przed sobotnim ligowym meczem z Górnikiem Zabrze - zdjął Szymona Pawłowskiego, o którym sam mówił, że piłkarz ten potrzebuje co najmniej dwóch, trzech dni na regenerację po meczu. Na ostatnie 20 minut wszedł także Dariusz Dudka za Paulusa Arajuuriego.

Założenie, że Ruch jest tak słaby, iż nie jest w stanie wyrównać, nie było jednak pozbawione ryzyka. Rosjanin Roland Gigołajew w 58. minucie omal nie skorzystał z serii błędów obrony Lecha. Więcej, na szczęście dla poznaniaków goście ze Śląska nie byli w stanie skonstruować akcji. Marny, bardzo marny Ruch dość biernie poddawał się kolejnym akcjom Kolejorza. Gergo Lovrencsics miał dwie okazje, by podwyższyć wynik, ale nie zdołał tego zrobić. Podobnie jak Dariusz Formella na trzy minuty przed końcem. Lech wygrał i awansował do ćwierćfinału, w którym czeka go dwumecz z Zagłębiem Lubin (28 października, Lubin i 18 listopada, Poznań). 
23.09.2015, godzina 20:30
Bramki:Grodzicki (50. - sam.)Kartki:Tetteh - żółtaSkład:Gostomski - Ceesay, Kamiński, Arajuuri (72. Arajuuri), Kadar - Linetty, Tetteh - Formella, Hamalainen (46. Jevtić), Pawłowski (60. Lovrencsics) - Kownacki
  • 12 Poł0
  • 01 Poł0
Kartki:Grodzicki - żółtaSkład:Skaba - Szyndrowski, Grodzicki, Koj, Oleksy (11. Cichocki) - Lenartowski, Iwański - Podgórski, Lipski (78. Surma), Gigołajew - Stępiński (60. Mazek)

Puchar Polski
  • 1/8 finału
Wynik
  • WDA Świecie
  • 1:4
  • Zagłębie Sosnowiec
  • Stal Stalowa Wola
  • 1:2
  • Zawisza Bydgoszcz
  • GKS Katowice
  • 1:3
  • Cracovia
  • Podbeskidzie Bielsko-Biała
  • 0:1
  • Śląsk Wrocław
  • Zagłębie Sosnowiec
  • -:-
  • Korona Kielce
  • Jagiellonia Białystok
  • 0:2
  • Zagłębie Lubin
  • Lech Poznań
  • 1:0
  • Ruch Chorzów
  • Chojniczanka Chojnice
  • 1:1
  • PGE GKS Bełchatów
  • Legia Warszawa
  • 4:1
  • Lechia Gdańsk

Nenhum comentário:

Postar um comentário