blog Flavio Ramalho

FINAŁ PUCHARU POLSKI: LEGIA WARSZAWA - LECH POZNAŃ
2 maja o godzinie 16:00 na Stadionie Narodowym, Legia Warszawa, podobnie jak rok temu, podejmie Lecha Poznań w finale Pucharu Polski 2015/16. Będzie to już szósty pojedynek obu tych drużyn w historii na tym szczeblu rozgrywek o krajowe trofuem. W półfinale Kolejorz wyeliminował pierwszoligowe Zagłębie Sosnowiec (2-1 w dwumeczu), natomiast drużyna ze stolicy okazała się lepsza od innego pierwszoligowego - Zawiszy Bydgoszcz (6-1 w dwumeczu). Faworytem spotkania będą legioniści, którzy mają na koncie już 17 triumfów w Pucharze Polski, co jest absolutnym rekoredem! Przyjdź na stadion i dopinguj Wojskowych w zdobyciu kolejnego trofeum!
Finał Pucharu Polski 2016 - Legia - Lech - 02.05/2016 - Na Żywo
zę
Już siedem lat Lech Poznań czeka na zdobycie Pucharu Polski. W 2011 i 2015 roku poznaniacy byli w finale, ale musieli uznać wyższość Legii Warszawa. Wierzymy, że dziś na Stadionie Narodowym w Warszawie (początek godz. 16, transmisja Polsat i Polsat Sport) sprawdzi się powiedzenie - do trzech razy sztuka i poznaniacy zrewanżują się stołecznej drużynie za te porażki.. Piłkarze Kolejorza zapowiadają, że zrobią wszystko by wygrać.
- To jest jeden mecz, wszystko co zdarzyło się wcześniej w lidze nie ma żadnego znaczenia. Będzie za nami niebiesko-biała ściana kibiców. Choćby dla nich trzeba wygrać ten finał - mówi Karol Linetty, najlepszy piłkarz Lecha. W tym roku Kolejorz dostarcza kibicom mnóstwo rozczarowań. W grupie mistrzowskiej nie wygrał jeszcze ani jednego meczu i stracił praktycznie szanse na zakwalifikowanie się do Ligi Europy przez ekstraklasę. Zdobycie Pucharu Polski, to praktycznie jedyna szansa, by uratować sezon. Niepowodzenie w tym meczu może mieć bowiem bardzo poważne konsekwencje dla poznańskiego klubu. Wierzymy więc, że nasi piłkarze staną na wysokości zadania i zagrają tak jak oczekuje od nich cała sportowa Wielkopolska. O tym jak kibicom zależy, by lechici przywieźli Puchar Polski do Poznania, świadczy fakt, że niedzielę rano pod stadionem żegnało ich kilkuset fanów Kolejorza. Nie brakowało chóralnych śpiewów i okrzyków dodających drużynie otuchy. Choć przy okazji niefortunną wypowiedzią, trochę naraził się fanom Łukasz Trałka (w tle filmiku, który zmieścił na facebooku nie znający polskiego Bille Nielsen, słychać było reakcję kapitana na uderzenia w odjeżdżający autobus), wszystko zostanie zapomniane, jeśli wynik będzie korzystny dla podopiecznych Jana Urbana.
- Moja reakcja była zdecydowanie za mocna moja reakcja. Chlapnąłem jakąś głupotę. To przed finałem nie było potrzebne. Jeśli ktoś poczuł się urażony, chętnie spotkam się po finale i wyjaśnię. Ale po finale. Chcę wygrać i wrócić do Poznania z trofeum. Poziom motywacji jest dokładnie taki sam jak rok temu, nie może być większy, bo się nie da. Większość z nas nie gra tu za często, ja drugi raz w życiu. Ten stadion ma swoją magię. Starszych finałów tak się nie pamięta i nie wspomina jak tych rozgrywanych na Narodowym. Dlatego każdy chce tu wygrać - twierdzi Łukasz Trałka. - Ostatnio dobrze gramy w piłkę, ale brakuje nam skuteczności. Pod tym względem musimy zaprezentować się o wiele lepiej, by wygrać - mówi szkoleniowiec Kolejorza.
Wielki finał Pucharu Polski Lech Poznań - Legia Warszawa na Stadionie Narodowym obejrzy 48 tysięcy widzów! Pierwszy gwizdek o godz. 16.
Jego zdaniem w finale o zwycięstwie którejś ze stron zdecydują chłodne głowy. - To sfera mentalna będzie kluczowa w tym meczu. To będzie bodaj szóste, siódme spotkanie obu drużyn od poprzedniego finału Pucharu Polski. Dlatego też nie będzie łatwą sprawą, żeby ktoś kogoś zaskoczył. Ci zawodnicy znają się bardzo dobrze, nie tylko z ligi, ale też z kadry. Oczekuję wyrównanego spotkania - zaznacza Jan Urban.
Historia meczów między Legią a Lechem w tym sezonie to po dwa zwycięstwa jednych i drugich. Zaczęło się od Superpucharu Polski, w którym lechici zdemolowali w Poznaniu gości 3:1. Wtedy jednak trenerami byli Maciej Skorża i Henning Berg. Po przejęciu zespółów przez Urbana i Czerczesowa w pierwszym starciu, przy Łazienkowskiej, 1:0 wygrał Kolejorz. Wiosną górą byli legioniści (2:0 w Poznaniu), podobnie jak na inaugurację fazy mistrzowskiej (1:0 w Warszawie). -Legia jest w lepszej sytuacji, ale poprzednie spotkania nie będą miały dużego znaczenia. Tu będzie ogromny prestiż, inna otoczka. Nie spodziewam się pięknego meczu, ale takiego, w którym będzie walka na całego. Kluczem będzie rywalizacja w środku pola - prognozuje Jacek Magiera, były piłkarz Legii i trener przez wiele lat asystujący Urbanowi, gdy ten prowadził warszawski zespół.- Janek potrafi przygotować i zmotywować chłopaków na tak ważny mecz . Wie, kiedy pociągnąć za dany sznurek, kiedy trzeba przykręcić dyscyplinę, a kiedy poluzować. Przed takim starciem bardziej trzeba się uśmiechać niż być spiętym i Janek to potrafi - dodaje Magiera. Obie drużyny wystąpią w najmocniejszych składach. Trener legionistów Stanisław Czerczesow poinformował, że wszyscy jego piłkarze są zdrowi i aż rwą się do gry. Wśród nich jest Tomasz Jodłowiec, który przez ponad miesiąc leczył ścięgno Achillesa. - Nie ma co porównywać naszych starć z tego i poprzedniego roku. To zupełnie różne sytuacje, mecz będzie kompletnie inny. Oba zespoły się zmieniły, choć my tak samo jak wtedy, chcemy, żeby puchar został w naszych rękach - zapowiada kapitan Legii Jakub Rzeźniczak. Jego klub jest rekordzistą w liczbie zdobytych Pucharów Polski - 17. Lech pięć razy sięgał po to trofeum.
Finał Pucharu Polski: Lech Poznań - Legia Warszawa. Relacja i wynik na żywo
Lech Poznań czy Legia Warszawa? Przed rokiem lepsi byli "Wojskowi", którzy ograli "Kolejorza" 2:1. Dziś, tak, jak wtedy, Lech znów będzie gospodarzem, ale "Warszawa to Warszawa" - twierdzą legioniści, którzy podchodzą do starcia na Stadionie Narodowym, jak do meczu w domu. Czy dziś szczęście dopisze im po raz kolejny? Relacja na żywo od godziny 14:00 na Polsatsport.pl.
graf. Polsat Sport
Oba kluby już po raz szósty zagrają w decydującej fazie PP. Bilans dotychczasowych meczów jest lepszy dla zespołu ze stolicy (3-2). W ubiegłym roku - również na największym stadionie w kraju - wygrał 2:1. Łącznie piłkarze Legii siedemnaście razy sięgali po Puchar Polski, co jest rekordem, a lechici pięciokrotnie.
Przed rokiem na listę strzelców w finale Pucharu Polski wpisali się tylko Tomasz Jodłowiec i Marek Saganowski. Ten pierwszy uczynił to dwukrotnie - raz pokonał własnego bramkarza, później się zrehabilitował i skierował piłkę do bramki strzeżonej przez Macieja Gostomskiego. To już jednak historia...
W półfinałach obecnej edycji zespoły ekstraklasy wyeliminowały pierwszoligowców. Legia okazała się dwukrotnie lepsza od Zawiszy Bydgoszcz (4:0, 2:1), a Lech wygrał dwumecz z Zagłębiem Sosnowiec (1:0, 1:1).
- Jaki mamy plan na mecz z Lechem? Aby wygrać, trzeba dobrze zagrać w ofensywie, ale i w defensywie. Zbalansować to wszystko. Drużyna jest w bardzo dobrej formie. W tym sezonie już kilka razy mierzyliśmy się z Lechem, dlatego mieliśmy dużo materiału do przemyślenia. Każdy mecz, który do tej pory graliśmy, był inny. Wydaje mi się, że w Lechu również zobaczymy kilku nowych zawodników. Przed nami bardzo trudne spotkanie. To, że mierzy się ze sobą aktualny mistrz Polski i zdobywca krajowego pucharu, mówi samo za siebie - powiedział trener Legii Warszawa Stanisław Czerczesow.
- Poziom motywacji nie może być większy, nie da się być bardziej zmotywowanym niż my wtedy czy dzisiaj. W przypadku takich spotkań nie myśli się o tym, co się zdarzyło przed i co się zdarzy po. Przed nami jeden mecz, który zdecyduje o trofeum. Na trybunach zasiądzie 15 czy 20 tysięcy ludzi z Poznania. Takie mecze zostają w pamięci na zawsze. Trener pytał mnie niedawno, ile konfrontacji ze swojej kariery pamiętam. I faktycznie, maksymalnie trzy czy cztery - i finał Pucharu Polski z ubiegłego roku jest jednym z nich. Jesteśmy tu po to, by wygrać. Zupełnie nie myślę o tym, co będzie za tydzień.
Spotkanie na PGE Narodowym obejrzy prawie 50 tys. widzów (trzeba uwzględnić strefy buforowe). Zapewne więcej na trybunach będzie fanów Legii, ale piłkarze Lecha również mogą liczyć na głośny doping. Przed rokiem w finale lechitów dopingowało kilkanaście tysięcy fanów. Podobnie będzie podczas najbliższego spotkania. Wszystkie bilety (ok. 10,5 tysiąca sztuk), które otrzymał klub, zostały sprzedane. Wielu sympatyków Lecha pojawi się również na tzw. sektorach neutralnych.
PZPN systematycznie stara się przywrócić odpowiednią rangę rywalizacji o Puchar Polski. Mają temu służyć m.in. uroczyste ceremonie losowania drabinki turniejowej, zwiększenie puli nagród i przede wszystkim organizacja finału. W tym roku - po raz trzeci z rzędu - odbędzie się na największym stadionie w kraju.
- To nie jest tylko finał pucharu kraju, to święto całej polskiej piłki. Kończy się edycja rozgrywek, w której wystartowało ponad tysiąc drużyn. Nie ma meczu w Polsce, który miałby większą rangę niż finał PP na Stadionie Narodowym - powiedział prezes PZPN Zbigniew Boniek.
blog FLAVIO RAMALHO
Przed rokiem na listę strzelców w finale Pucharu Polski wpisali się tylko Tomasz Jodłowiec i Marek Saganowski. Ten pierwszy uczynił to dwukrotnie - raz pokonał własnego bramkarza, później się zrehabilitował i skierował piłkę do bramki strzeżonej przez Macieja Gostomskiego. To już jednak historia...
W półfinałach obecnej edycji zespoły ekstraklasy wyeliminowały pierwszoligowców. Legia okazała się dwukrotnie lepsza od Zawiszy Bydgoszcz (4:0, 2:1), a Lech wygrał dwumecz z Zagłębiem Sosnowiec (1:0, 1:1).
- Jaki mamy plan na mecz z Lechem? Aby wygrać, trzeba dobrze zagrać w ofensywie, ale i w defensywie. Zbalansować to wszystko. Drużyna jest w bardzo dobrej formie. W tym sezonie już kilka razy mierzyliśmy się z Lechem, dlatego mieliśmy dużo materiału do przemyślenia. Każdy mecz, który do tej pory graliśmy, był inny. Wydaje mi się, że w Lechu również zobaczymy kilku nowych zawodników. Przed nami bardzo trudne spotkanie. To, że mierzy się ze sobą aktualny mistrz Polski i zdobywca krajowego pucharu, mówi samo za siebie - powiedział trener Legii Warszawa Stanisław Czerczesow.
- Poziom motywacji nie może być większy, nie da się być bardziej zmotywowanym niż my wtedy czy dzisiaj. W przypadku takich spotkań nie myśli się o tym, co się zdarzyło przed i co się zdarzy po. Przed nami jeden mecz, który zdecyduje o trofeum. Na trybunach zasiądzie 15 czy 20 tysięcy ludzi z Poznania. Takie mecze zostają w pamięci na zawsze. Trener pytał mnie niedawno, ile konfrontacji ze swojej kariery pamiętam. I faktycznie, maksymalnie trzy czy cztery - i finał Pucharu Polski z ubiegłego roku jest jednym z nich. Jesteśmy tu po to, by wygrać. Zupełnie nie myślę o tym, co będzie za tydzień.
Spotkanie na PGE Narodowym obejrzy prawie 50 tys. widzów (trzeba uwzględnić strefy buforowe). Zapewne więcej na trybunach będzie fanów Legii, ale piłkarze Lecha również mogą liczyć na głośny doping. Przed rokiem w finale lechitów dopingowało kilkanaście tysięcy fanów. Podobnie będzie podczas najbliższego spotkania. Wszystkie bilety (ok. 10,5 tysiąca sztuk), które otrzymał klub, zostały sprzedane. Wielu sympatyków Lecha pojawi się również na tzw. sektorach neutralnych.
PZPN systematycznie stara się przywrócić odpowiednią rangę rywalizacji o Puchar Polski. Mają temu służyć m.in. uroczyste ceremonie losowania drabinki turniejowej, zwiększenie puli nagród i przede wszystkim organizacja finału. W tym roku - po raz trzeci z rzędu - odbędzie się na największym stadionie w kraju.
- To nie jest tylko finał pucharu kraju, to święto całej polskiej piłki. Kończy się edycja rozgrywek, w której wystartowało ponad tysiąc drużyn. Nie ma meczu w Polsce, który miałby większą rangę niż finał PP na Stadionie Narodowym - powiedział prezes PZPN Zbigniew Boniek.
blog FLAVIO RAMALHO
Lech Poznań
Nenhum comentário:
Postar um comentário