segunda-feira, 2 de fevereiro de 2015

Ekstraklasa 2014/15


  

  

PIOTR RUTKOWSKI: Nikt w Polsce nie wydaje na transfery tyle, co my [WYWIAD] TYLKO U NAS



Wiceprezes Lecha Poznań: Nikt nie wydaje na transfery tyle, co my [OBSZERNA ROZMOWA]


- To, co się wydarzyło z Krystianem Bielikiem, zmotywowało nas do tego, żeby lepiej poukładać sprawy z kontraktami młodych zawodników - przyznaje wiceprezes Lecha Poznań Piotr Rutkowski.


W trakcie ponadgodzinnej rozmowy z "Wyborczą" Piotr Rutkowski opowiada m.in. o ostatnich transferach "Kolejorza", o tym, czy Maciej Skorża nie trafił na Bułgarską zbyt późno, a także o nowej pozycji na boisku dla Kebby Ceesaya.

Rozmowa z Piotrem Rutkowskim, wiceprezesem Lecha Poznań

Piotr Leśniowski: Rozmawiamy w momencie, gdy Tamás Kádár przechodzi badania lekarskie przed podpisaniem kontraktu z Lechem Poznań [Węgier zdał testy, podpisał 3,5-letni kontrakt i dołączył w piątek do Lecha w Turcji, a w niedzielę zagrał już w sparingu z Anży Machaczkała - red.]. To inny piłkarz niż Ci, o których trener Mariusz Rumak mówił, że przychodzą nieprzygotowani do udźwignięcia presji, jaka jest w Lechu Poznań?

Piotr Rutkowski: - Uznaliśmy z trenerem, że naszym priorytetem w tym okienku transferowym powinno być zbudowanie zespołu od linii obrony. Dlatego szukaliśmy zawodnika, który da nam stabilizację i doda pewności w grze tej formacji. Zawodnika, który ma doświadczenie międzynarodowe, który występował na wielkich stadionach. I takim piłkarzem jest Tamás Kádár: grał w Newcastle, regularnie występuje w reprezentacji. On nie przestraszy się wielkich wyzwań w Lechu Poznań. Do tego bardzo nam się podobał pod względem osobowościowym, bo ma charakter, gra twardo i jest kolejnym kapitanem swojego zespołu, którego sprowadzamy. Mentalnie bardzo nam odpowiada. A piłkarsko? Przekonamy się dokładnie najwcześniej wiosną.

Dlaczego przyszedł tak późno? Kibice, a chyba nawet sam trener Maciej Skorża, zaczynali tracić cierpliwość.

- Bo to jest nasz najdroższy transfer tej zimy i w ogóle jeden z najdroższych transferów w ostatnich latach. A im większa suma pieniędzy leży na stole, tym trudniejsze są rozmowy.

Za duży sukces uznajemy zatrzymanie w Poznaniu Darko Jevticia. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że zimą wróci do Szwajcarii.

- Zakładaliśmy, że zimą trzeba będzie sprowadzić trzech piłkarzy, bo również byliśmy przekonani o tym, że Jevticia po 15 stycznia już z nami nie będzie. Mieliśmy już nawet wybranego piłkarza, który tak jak Darko może grać jako środkowy oraz ofensywny środkowy pomocnik. Tymczasem udało nam się wykupić Darko i jestem bardzo ciekawy, czy Bazylea nie będzie kiedyś żałowała, że nam go sprzedała (uśmiech). To, że tak się nie stało, jest sukcesem Lecha, który jednak kosztował i podpisanie z nim wieloletniego kontraktu traktujemy jak transfer. Uzupełniliśmy formację ofensywną Davidem Holmanem, który może grać jako wysunięty napastnik, a na koniec zrealizowaliśmy plan, wzmacniając defensywę Tamásem Kádárem, co było dla nas kluczowe i też kosztowało niemało. Liczymy na to, że ten piłkarz poukłada nam grę w obronie. Może grać na jej środku, na lewej stronie, bo tak był ustawiany w reprezentacji Węgier, a nawet obserwowaliśmy go w kilku meczach, gdy pełnił rolę defensywnego pomocnika. Dla nas ta uniwersalność jest bardzo ważna.

Zanosiło się na to, że Lech Poznań w tym oknie kupi też klasycznego defensywnego pomocnika.

- Nie odpuściliśmy tego tematu, cały czas monitorujemy piłkarzy także na tę pozycję. Mamy młodych, obiecujących zawodników, którzy dobrze się zapowiadają. Mówię tu o Jakubie Serafinie, który w pierwszych sparingach bardzo dobrze wyglądał w środku pola, mówię o Marcinie Gawronie. Jest oczywiście Kádár, którzy śmiało może zagrać na "szóstce". Mądrzejsi możemy być już po obozie w Turcji, bo trener chce próbować bardziej ofensywnej gry, z dwoma środkowymi pomocnikami. Do roli defensywnego pomocnika będzie rozważany również Kebba Ceesay, który u nas grał dotąd na boku obrony lub jako stoper.

Wartościowy zastępca Łukasza Trałki wydaje się niezbędny, bo gdy tego piłkarza nie ma na boisku, Lech Poznań rzadko wygrywa.

- Znamy tę prawidłowość, a ponieważ Łukasz dostaje po kilkanaście kartek w sezonie, to wypada ze składu na mniej więcej trzy mecze. Wiemy, że mamy wtedy problemy. Jest kilka rozwiązań. Albo będzie grał wtedy Kádár, albo ktoś z młodych, albo przesuniemy na tę pozycję innego doświadczonego zawodnika. Możemy również zmienić system gry.

Trener Maciej Skorża liczył jeszcze na nowego napastnika, takiego który będzie strzelał wiele goli.

- Napastnika zawsze szukamy, ale nie zawsze kupujemy. Znów wrócę do sprawy priorytetów. We wrześniu doszliśmy ze sztabem trenerskim do wniosku, że musimy najpierw zbudować ten zespół "w tyłach". Chodziło o to, żeby nie tracić bramek. Gdy to osiągniemy, to zaczniemy się martwić o to, żeby strzelać ich więcej. Fajne jest to, że mamy wszechstronnych zawodników, którzy bardzo zyskują przy naszym ofensywnym stylu gry. W efekcie ciężar zdobywania bramek rozkłada się na wielu graczy. Bardzo fajnie spisuje się Kasper Hämäläinen, gdy jest ustawiany w roli napastnika. W taki sam sposób ma być wykorzystywany David Holman i wymieniać się rolami z Kasprem. Poza tym są Darko Jevtić, Szymon Pawłowski, Gerg Lovrencsics czy Muhamed Keita, który wiosną na pewno będzie się spisywał lepiej niż jesienią. W związku z tym o ofensywę aż tak się nie martwimy. Choć mam świadomość tego, że Maciej Skorża, jak każdy trener, chciałby mieć pięciu napastników i to jest dla mnie jasne: im więcej tym lepiej.

Pytamy o piłkarzy na kolejne pozycje, bo mówiło się zimą o trzech-czterech transferach.

- My o liczbach nie mówiliśmy. Dalsze transfery tej zimy są raczej mało prawdopodobne. Zatrzymanie Darko Jevticia to transfer, mimo że ktoś może tak na to nie patrzeć. Wydaliśmy na niego dużo pieniędzy. W ogóle w tym oknie transferowym wydaliśmy na piłkarzy najwięcej ze wszystkich polskich klubów. Podobnie było latem, aczkolwiek wtedy chyba Lechia Gdańsk nas wyprzedziła, ale trudno, żeby było inaczej, skoro kupiła 20 zawodników. Nie sztuka wydać najwięcej pieniędzy w lidze, pamiętajmy jednak, że na boisku nie liczą się wydane kwoty, a jakość, jaką prezentuje kupiony zawodnik.

Teraz wyprzedzi was Legia Warszawa, gdy kupi Michała Masłowskiego z Zawiszy Bydgoszcz.

- Nie.

Nenhum comentário:

Postar um comentário