W meczu Termaliki z Ruchem lepsi goście, którzy wygrali po przepięknym strzale Kamila Mazka, który do siatki trafił w 61. minucie.
Opromieniona ostatnią wygraną z Jagiellonią, pierwszą w Niecieczy w ekstraklasie, Termalica, w pojedynku z Ruchem chciała sięgnąć po kolejne trzy punkty. Niebiescy chcieli się natomiast zrehabilitować za wysoką porażkę w poprzedniej serii w spotkaniu z... Jagiellonią.
W porównaniu do ostatnich meczów obaj trenerzy dokonali kilku zmian w składach. Wśród gospodarzy brakowało pauzującego za kartki Bartłomieja Babiarza, a wśród gości za czerwoną kartkę nie mógł wystąpić bramkarz Matus Putnocky, a Mateusz Cichocki, Paweł Oleksy i Marek Zieńczuk zasiedli na ławce rezerwowych.
Pierwsze minuty nie mogły porwać kibiców Termaliki. Dodajmy, że Ruch był pozbawiony dopingu, fani Niebieskich dojechali do Niecieczy, ale nie zostali wpuszczeni na stadion. W pierwszej części żadna z drużyn nie potrafiła na dłużej wywalczyć przewagi na boisku. Piłka rzadko dochodziła pod pole karne i niemal nie oglądaliśmy uderzeń na bramkę. Kilka akcji ciekawie zapowiadało się do "szesnastki", ale zawodnikom obu drużyn brakowało w decydującym momencie precyzji.
Dość powiedzieć, że przed przerwą godnym odnotowania był strzał Macieja Iwańskiego, który w 29. minucie sprzed pola karnego uderzył metr ponad bramką. Odpowiedź Termaliki przyszła w 38. minucie. Z podobnego miejsca mocno przymierzył Tomasz Foszmańczyk, ale także chybił.
Drugą część dynamiczniej rozpoczęli gospodarze. W 48. minucie mocno, ale po raz kolejny niecelnie uderzał Foszmańczyk. Z kolei w 50. minucie błąd w rozegraniu popełnił bramkarz Słoników Andrzej Witan, który źle przyjął piłkę, ale zdążył ją zatrzymać przed linią bramkową. Jednak w momencie interwencji golkiper poślizgnął się i wrażliwszą częścią męskiego ciała uderzył w słupek. Jednak Witan nie okazał po zdarzeniu bólu.
W 56. minucie gospodarze zdobyli gola, ale chwilę przed strzałem Dawida Plizgi arbiter odgwizdał spalonego. Chwilę wcześniej po wrzutce z rzutu wolnego piłka niespodziewanie wylądowała pod nogami Dawida Sołdeckiego, który się jednak w porę nie zorientował i instynktownie uderzył ponad bramką.
W 61. minucie Ruch dość niespodziewanie objął prowadzenie. Kontra Niebieskich, w jej końcowej fazie Tomasz Podgórski dograł do Kamila Mazka, który uciekł rywalom i mocno uderzył z ok. 20 metrów. Witan nie był w stanie obronić mocnego strzału. Dodajmy, że było to pierwsze trafienie bocznego pomocnika w Ekstraklasie.
Po stracie gola Termalica zaatakowała, Ruch bardzo głęboko stanął i czekał na rywala. Piłka często gościła w polu karnym Niebieskich, chorzowianie pod bramkę Witana przedostali się dopiero po ośmiu minutach od momentu zdobycia gola. Wówczas Iwański w dobrej sytuacji zamiast uderzać zdecydował się na podanie.
W 72. minucie piękna akcja niecieczan, którą świetną interwencją zatrzymał Martin Konczkowski. Im bliżej było końca gry, tym pod bramką gości było groźniej. Chorzowianie bronili się z dużym szczęściem, ale momentami w polu Ruchu strasznie się kotłowało. Gol dla beniaminka wisiał na włosku. W 77. minucie piłka po rykoszecie przeszła tuż obok słupka bramki Wojciecha Skaby, kilkadziesiąt sekund później Wołodymyr Kowal uderzając z woleja sprzed pola karnego pomylił się o metr.
Pięć minut później po chwilowej przewadze Ruchu kontrę wyprowadziła Termalica. Po rajdzie Sołdeckiego desperacki wślizg Pawła Oleksego uratował gości przed stratą gola, akcję zakończył niecelny strzał aktywnego po przerwie Dawida Plizgi.
W ostatnich dziesięciu minutach chorzowianom w końcu udało się oddalić grę od własnej bramki, zawodnicy gospodarzy stracili siły czując w końcówce w nogach środowy mecz z Jagiellonią. Przyjezdnym udało się dowieźć skromną wygraną do końca, mimo że w ostatniej minucie Niebiescy bronili się już niemal całym zespołem w polu karnym.
Termalica Bruk-Bet Nieciecza: Andrzej Witan - Sebastian Ziajka, Michał Markowski, Dawid Sołdecki, Jakub Wróbel (46' Dariusz Jarecki), Mateusz Kupczak, Dalibor Pleva, Dawid Plizga, Tomasz Foszmańczyk (64' Wołodymyr Kowal), Jakub Biskup (73' Bartłomiej Smuczyński), Wojciech Kędziora.
Ruch Chorzów: Wojciech Skaba - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Michał Koj, Marek Szyndrowski (77' Paweł Oleksy) - Kamil Mazek, Łukasz Surma, Maciej Iwański, Patryk Lipski, Tomasz Podgórski (88' Marek Zieńczuk) - Mariusz Stępiński (83' Michał Efir).
Ruch Chorzów: Wojciech Skaba - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Michał Koj, Marek Szyndrowski (77' Paweł Oleksy) - Kamil Mazek, Łukasz Surma, Maciej Iwański, Patryk Lipski, Tomasz Podgórski (88' Marek Zieńczuk) - Mariusz Stępiński (83' Michał Efir).
Żółte kartki: Ziajka, Pleva, Markowski (Termalica) oraz Szyndrowski, Podgórski (Ruch).
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 2679.
Lechia Gdańsk - Górnik Łęczna 3:1. Pierwsza wygrana biało-zielonych! [ZDJĘCIA]
Lechia nie zagrała wielkiego meczu, ale wygrała z Górnikiem Łęczna 3:1 w meczu piłkarskiej ekstraklasy i odniosła pierwsze ligowe zwycięstwo w tym sezonie.
Piłkarze Lechii zapowiadali grę o zwycięstwo z Górnikiem Łęczna i powrót do coraz lepszej gry, po remisie w Krakowie z Wisłą 3:3. Kolejne spotkanie na PGE Arenie jednak tego nie potwierdziło, a gra biało-zielonym szła bardzo ciężko. I nawet nie pomogło, że spotkanie idealnie ułożyło się dla podopiecznych trenera Jerzego Brzęczka. Już w 7 minucie, po fatalnym błędzie Kamila Poźniaka, w znakomitej sytuacji znalazł się Grzegorz Kuświk.
Interweniujący poza polem karnym Sergiusz Prusak zatrzymał piłkę ręką i zabrał Lechii niemal pewnego gola. Decyzja sędziego Szymona Marciniaka mogła być tylko jedna - czerwona kartka dla bramkarza Górnika Łęczna. Wydawało się, że to jeszcze bardziej zmobilizuje gdańszczan i że ruszą zdecydowanie na bramkę rywali. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Lechiści dłużej utrzymywali się przy piłce i mozolnie konstruowali akcje, ale nie kończyły się poważniejszym zagrożeniem dla bramki gości. Irytowało bardzo wolne rozgrywanie piłki, co ułatwiało gościom właściwe ustawienie się w defensywie. Do tego dochodziło mnóstwo błędów, niedokładnych podań, a próby biało-zielonych ogólnie cechował chaos. Emocje pojawiły się dopiero w doliczonym czasie gry, bo przez czerwoną kartkę dla Pruska i zmianę bramkarza, sędzia dodał aż cztery minuty. I w drugiej minucie tego doliczonego czasu gry Daniel Łukasik podał do Lukasa Haraslina, a ten oddał strzał na bramkę i obrońcy Górnika naciskani przez Sebastiana Milę interweniowali tak niemrawo, że piłka wpadła do bramki. Tego prowadzenia nie udało się utrzymać do końca pierwszej połowy. Na kilkanaście sekund przed końcem Grzegorz Piesio nie trafił w piłkę, ale druga próba była już skuteczna i po bardzo ładnym uderzeniu z dystansu nie dał szans Marko Mariciowi. Wściekły Mila w mocnych słowach wyraził wściekłość z powodu takiego braku koncentracji. W drugiej połowie gra Lechii wcale nie wyglądała lepiej, ale biało-zieloni strzelili bramkę. Po dośrodkowaniu Jakuba Wawrzyniaka i niezbyt pewniej interwencji Silvio Rodicia swojego drugiego gola w tym meczu, a trzeciego w sezonie strzelił Haraslin. Gdańszczanie w tym meczu zdobyli jeszcze jedną bramkę, a piłkę do siatki posłał Grzegorz Kuświk. Sędzia odgwizdał pozcyję spaloną napastnika Lechii i to był błąd, bo bramka została zdobyta prawidłowo. Górnik do końca meczu nie miał pomysłu na odwrócenie losów meczu, a Lechia atakowała nieporadnie. Jednak w doliczonym czasie gry po strzale Piotra Wiśniewskiego sędzia odgwizdał rzut karny za zagrnie piłki ręką przez obrońcę Górnika. Jedenastkę wykorzystał Stojan Vranjes i po tym sędzia zakończył mecz.
Nenhum comentário:
Postar um comentário