
Ruch Chorzów liczył w meczu z GKS-em Bełchatów na trzy punkty, które dałyby niemal pewne utrzymanie, a skończyło się na bezbarwnej grze, koszmarnych błędach w obronie i czterech golach Arkadiusza Piecha.
25.05.2015, godzina 18:00
Kartki:
Rafał Grodzicki (30.)
Grzegorz Kuświk (49.)
Marek Zieńczuk (64.)
Michał Helik (83.)
Jakub Kowalski (90.)
Skład:Putnocky, Konczkowski, Helik, Grodzicki, Szyndrowski, Surma, Babiarz, Zieńczuk, Starzyński (Michał Efir 26.), Gigołajew (Jakub Kowalski 67.), Kuświk (Eduards Visnakovs 76.)RezerwowiMalinowski, Skaba, Urbańczyk, Efir, Kowalski, Visnakovs, Oleksy
Skład:Zubas, Mójta, Flis, Baranowski, Zbozień, Rachwał, Szymański (Piotr Witasik 45.), Mak, Wacławczyk (Kamil Poźniak 71.), Wroński (Andreja Prokić 82.), PiechRezerwowiTrela, Małkowski, Michalski, Poźniak, Prokić, Witasik,

Ruch przystępował do meczu z GKS-em z opinią drużyny, która gra o utrzymanie pomysłowo i skutecznie. Zespół z Bełchatowa zapracował z kolei na miano chłopca do bicia, który w ostatnich dziewiętnastu spotkaniach wygrał ledwie raz. To także dlatego przed meczem na Cichej pracę stracił trener Marek Zub, którego zastąpił Kamil Kiereś. Ten sam Kiereś, któremu dziękowano za pracę w Bełchatowie pod koniec marca...
Na boisku szybko okazało się jednak, że gdy zaczyna się mecz, to wszelkie futbolowe łatki są nic niewarte. Bo to jednak niebiescy grali bezbarwnie i chaotycznie, a GKS dyktował warunki i grał z większą wolą zwycięstwa.
Po pierwszej połowie zespół z Cichej żegnały gwizdy. GKS schodził do szatni z bramką Arkadiusza Piecha, na którą zapracował nie tylko podający piłkę Michał Mak, ale i obrońcy niebieskich. Makowi wyłożył piłkę nie kto inny jak Martin Konczkowski, a Piecha pozostawili bez opieki - niemal na linii pola bramkowego - stoperzy chorzowskiej drużyny.
Piech - były napastnik Ruchu - najpierw opanował piłkę, a potem uderzył z powietrza. Matus Putnocky, który jest znany ze spektakularnych interwencji - miał piłkę na ręce, ale uderzenie było zbyt mocne, żeby popisać się skuteczną obroną.
Ruch mimo słabości wcale jednak nie musiał do przerwy przegrywać. Blisko zdobycia gola był bowiem Michał Helik, który korzystał z dobrych dośrodkowań z rzutów wolnych wykonywanych przez Marka Zieńczuka. Obrońca niebieskich najpierw groźnie główkował, a potem posłał piłkę w słupek.
Chorzowianie mieli po pierwszej połowie jeszcze jeden powód do zmartwień. Po 25 minutach gry boisko opuścił bowiem Filip Starzyński, który prawdopodobnie doznał złamania żeber. Jeżeli ta diagnoza się potwierdzi, to Starzyński w tym sezonie na boisko już nie wybiegnie.
Lidera drugiej linii chorzowskiej drużyny zmienił Michał Efir i była to zmiana zła. Wyraźnie nierozgrzany Efir tracił wiele piłek, które często odskakiwały mu od nogi. Raczej zwalniał, niż przyśpieszał akcje niebieskich.
Po przerwie Efir nie brał się już tak często za rozegranie piłki, a stało się tak także dlatego, że zamienił się miejscami z Grzegorzem Kuświkiem i operował bliżej bramki GKS-u.
Dla Ruchu mecz z drużyną z Bełchatowa był jak przepustka do utrzymania w lidze. Do tego konieczna była jednak wygrana, a nie bezładna kopanina. W drugiej połowie do niebieskich w końcu dotarło, jaka jest waga tego spotkania, i GKS zaczął mieć problemy.
Szybko potwierdziło się, że Helik dochodzi do dośrodkowań Zieńczuka nie przez przypadek. Kolejny rzut rożny, kolejna główka - tym razem skuteczna - i Ruch doprowadził do wyrównania. Dla wychowanka niebieskich było to debiutanckie trafienie w lidze.
Ruch poszedł za ciosem i... został skontrowany. Znowu dał o sobie znać Piech, który z bliska trafił do bramki między nogami Putnockiego. Niebiescy może i się starali, ale to, co grali w obronie, to był kryminał! Piech hasał pomiędzy defensorami chorzowskiej drużyny aż miło. Po dobrym podaniu Damiana Zbozienia dołożył do rachunku trzecią bramkę.
To jednak nie był koniec emocji. Niebiescy odpowiedzieli samobójczym golem Pawła Baranowskiego, którego zmusił do błędu Eduards Visnakovs, i naciskali dalej. Frontalny atak sprawił jednak, że w obronie znowu powstała dziura, którą ponownie wykorzystał Piech.
Ruch tym samym na nowo uchylił drzwi do ekstraklasy dla GKS-u, a sam wpakował się w tarapaty. Przed niebieskimi bowiem dwa trudne wyjazdowe mecze w Łęcznej i w Krakowie.
Bohaterem w ekipie Bełchatowa został Arkadiusz Piech. Prawie 30-letni napastnik w meczu przeciwko swojemu byłemu klubowi strzelił aż cztery gole! - Nigdy wcześniej nie zdobyłem tylu bramek w ważnym meczu - przyznał Piech, w wywiadzie udzielonym platformie nc+.
Po pierwszej połowie zespół z Cichej żegnały gwizdy. GKS schodził do szatni z bramką Arkadiusza Piecha, na którą zapracował nie tylko podający piłkę Michał Mak, ale i obrońcy niebieskich. Makowi wyłożył piłkę nie kto inny jak Martin Konczkowski, a Piecha pozostawili bez opieki - niemal na linii pola bramkowego - stoperzy chorzowskiej drużyny.
Piech - były napastnik Ruchu - najpierw opanował piłkę, a potem uderzył z powietrza. Matus Putnocky, który jest znany ze spektakularnych interwencji - miał piłkę na ręce, ale uderzenie było zbyt mocne, żeby popisać się skuteczną obroną.
Ruch mimo słabości wcale jednak nie musiał do przerwy przegrywać. Blisko zdobycia gola był bowiem Michał Helik, który korzystał z dobrych dośrodkowań z rzutów wolnych wykonywanych przez Marka Zieńczuka. Obrońca niebieskich najpierw groźnie główkował, a potem posłał piłkę w słupek.
Chorzowianie mieli po pierwszej połowie jeszcze jeden powód do zmartwień. Po 25 minutach gry boisko opuścił bowiem Filip Starzyński, który prawdopodobnie doznał złamania żeber. Jeżeli ta diagnoza się potwierdzi, to Starzyński w tym sezonie na boisko już nie wybiegnie.
Lidera drugiej linii chorzowskiej drużyny zmienił Michał Efir i była to zmiana zła. Wyraźnie nierozgrzany Efir tracił wiele piłek, które często odskakiwały mu od nogi. Raczej zwalniał, niż przyśpieszał akcje niebieskich.
Po przerwie Efir nie brał się już tak często za rozegranie piłki, a stało się tak także dlatego, że zamienił się miejscami z Grzegorzem Kuświkiem i operował bliżej bramki GKS-u.
Dla Ruchu mecz z drużyną z Bełchatowa był jak przepustka do utrzymania w lidze. Do tego konieczna była jednak wygrana, a nie bezładna kopanina. W drugiej połowie do niebieskich w końcu dotarło, jaka jest waga tego spotkania, i GKS zaczął mieć problemy.
Szybko potwierdziło się, że Helik dochodzi do dośrodkowań Zieńczuka nie przez przypadek. Kolejny rzut rożny, kolejna główka - tym razem skuteczna - i Ruch doprowadził do wyrównania. Dla wychowanka niebieskich było to debiutanckie trafienie w lidze.
Ruch poszedł za ciosem i... został skontrowany. Znowu dał o sobie znać Piech, który z bliska trafił do bramki między nogami Putnockiego. Niebiescy może i się starali, ale to, co grali w obronie, to był kryminał! Piech hasał pomiędzy defensorami chorzowskiej drużyny aż miło. Po dobrym podaniu Damiana Zbozienia dołożył do rachunku trzecią bramkę.
To jednak nie był koniec emocji. Niebiescy odpowiedzieli samobójczym golem Pawła Baranowskiego, którego zmusił do błędu Eduards Visnakovs, i naciskali dalej. Frontalny atak sprawił jednak, że w obronie znowu powstała dziura, którą ponownie wykorzystał Piech.
Ruch tym samym na nowo uchylił drzwi do ekstraklasy dla GKS-u, a sam wpakował się w tarapaty. Przed niebieskimi bowiem dwa trudne wyjazdowe mecze w Łęcznej i w Krakowie.
Ruch Chorzów - PGE GKS Bełchatów 2-4 w 34. kolejce Ekstraklasy
Wczoraj, 25 maja (19:51)
PGE GKS Bełchatów nie przestał walczyć o pozostanie w T-Mobile Ekstraklasie. Beniaminek w 37. kolejce pokonał na wyjeździe Ruch Chorzów 4-2. Kamil Kiereś nowy-stary trener Bełchatowa, który wprowadził zespół do Ekstraklasy, a został zwolniony w marcu, zanotował więc udany powrót.
Bohaterem w ekipie Bełchatowa został Arkadiusz Piech. Prawie 30-letni napastnik w meczu przeciwko swojemu byłemu klubowi strzelił aż cztery gole! - Nigdy wcześniej nie zdobyłem tylu bramek w ważnym meczu - przyznał Piech, w wywiadzie udzielonym platformie nc+.
Pierwsi groźnie zaatakowali goście. W szóstej minucie piłkę z linii bramkowej wybił Michał Helik po strzale Pawła Baranowskiego z pola karnego. Wszystko zaczęło się po rzucie rożnym i za krótkim piąstkowaniu Matusza Putnocky'ego, któremu w wybiciu piłki przeszkadzał Damian Zbozień.
W 21. minucie z rzutu wolnego uderzył Filip Starzyński, jednak na posterunku był wracający do bramki Emilijus Zubas. Chwilę później pomocnik "Niebieskich" musiał przedwcześnie opuścić murawę z powodu kontuzji żeber.
Sprawiający lepsze wrażenie piłkarze Bełchatowa prowadzenie objęli w 28. minucie. Dwójkową akcję przeprowadzili Arkadiusz Piech z Michałem Makiem. Ten drugi dośrodkował w pole karne, gdzie napastnik podbił sobie piłkę, ale nieatakowany zdołał złożyć się do strzału z woleja, po którym pokonał Putnocky'ego.
W 37. minucie gospodarze mogli wyrównać. Z rzutu wolnego dośrodkował Marek Zieńczuk, w polu karnym walkę o pozycję wygrał Helik, uderzając piłkę nogą, ta odbiła się od słupka i wpadła w ręce Zubasa.
Przed przerwą doszło do jeszcze jednej wymuszonej zmiany. Murawę musiał opuścić Damian Szymański (problemy ze ścięgnem Achillesa), którego zastąpił Piotr Witasik.
Ruch wyrównał w 58. minucie. Dobre dośrodkowanie Zieńczuka wykorzystał Helik, strzałem głową posyłając piłkę do siatki.
"Niebiescy" niedługo cieszyli się remisem. Pięć minut później Adam Mójta dośrodkował z lewej strony, piłka minęła Helika i trafiła do Piecha, a ten strzałem między nogami bramkarza gospodarzy zdobył swojego drugiego gola w tym meczu.
To nie był jednak koniec popisu byłego piłkarza Ruchu. W 70. minucie Damian Zbozień posłał prostopadłą piłkę, Piech wygrał pojedynek biegowy z Helikiem i w sytuacji sam na sam pokonał Putnocky'ego.
Podopieczni Waldemara Fornalika jednak się nie poddali. W 79. minucie Rafał Grodzicki dośrodkował z prawej strony, a Paweł Baranowski, który chciał uprzedzić Eduardsa Viszniakovsa, skierował piłkę do własnej siatki.
Ruch chciał pójść za ciosem. W doliczonym czasie groźnie "główkował" Helik, który był zdecydowanie groźniejszy w ofensywie niż skuteczny w obronie, ale Zubas przerzucił piłkę nad poprzeczką.
"Niebiescy" nadziali się jednak na kontrę. W 93. minucie piłkę wyprowadził Mak, podał do nieobstawionego Piecha, który przerzucił ją nad interweniującym Putnockym.
Bełchatów dzięki zwycięstwu w Chorzowie opuścił ostatnie miejsce w tabeli, przesuwając się na 15. pozycję.
Kamil Kiereś (trener PGE GKS-u): - Bardzo, ale to bardzo cieszę się ze zwycięstwa odniesionego tutaj z drużyną, która w ostatnim czasie bardzo dobrze grała i była bardzo dobrze prowadzona przez trenera. To wskazówka, że droga, którą obraliśmy w ciągu tych czterech dni po moim ponownym powrocie do szatni jest słuszna.
- Nie będę się szeroko rozwodził, po prostu musimy tą drogą podążać. Mniej gadać, więcej pracować. Przed meczem powiedzieliśmy sobie w szatni, że jesteśmy mężczyznami, a zadaniem mężczyzny jest w trudnych momentach się podnieść. Zależało mi na tym, żeby nie było przed meczem zbyt dużo wypowiedzi. Nasza praca zaczyna się z pierwszym gwizdkiem sędziego, a kończy po ostatnim.
Waldemar Fornalik (trener Ruchu): - Krótko mówiąc nie wyszedł nam ten mecz. Nasze problemy zaczęły się w momencie zejścia z boiska Filipa Starzyńskiego. Zespół gospodarzy był dziś bardzo bojowo nastawiony i świetnie dysponowany. Udało nam się doprowadzić do wyrównania, ale to było za mało. Arkadiusz Piech miał cztery sytuacje i strzelił cztery bramki. Musimy jak najszybciej zapomnieć o tym meczu, wyciągnąć wnioski i myśleć o tym, co przed nami. Starzyński ma prawdopodobnie złamane żebra.
Ruch Chorzów - PGE GKS Bełchatów 2-4 (0-1)
Bramki: 0-1 Arkadiusz Piech (28.), 1-1 Michał Helik (58., głową), 1-2 Arkadiusz Piech (63.), 1-3 Arkadiusz Piech (70.), 2-3 Paweł Baranowski (79. samobójcza), 2-4 Arkadiusz Piech (90.+3).
Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów 4750.


Nenhum comentário:
Postar um comentário